O byciu rodzicem/opiekunem napisano już wiele. Wejście do dowolnej księgarni umożliwia skorzystanie z dziesiątek, jeśli nie setek, książek tylko rodzicielstwu poświęconym. Można wręcz mieć wrażenie, że opieka nad dzieckiem wymaga pogłębionych studiów. Internet puchnie od grup skupiających rodziców, które biorą na warsztat każde rodzicielskie wyzwanie, kroją je na plasterki i szukają rozwiązań. Po co zatem kolejna seria słów poświęcona temu tematowi?

Chcę pisać o tym, że bycie rodzicem jest wyzwaniem, którym nigdy wcześniej nie było aż w takim zakresie. Nasze babcie mogły poklepać się po plecach, jeśli dziecko było czyste, najedzone, ubrane, chodziło do szkoły i sprawnie przechodziło z klasy do klasy. A obecnie? Teraz, żeby móc pogratulować sobie udanego rodzicielstwie trzeba robić robotę kilkunastu specjalistów. Trzeba być pedagogiem, psychologiem, logopedą, dietetykiem, pediatrą, terapeutą integracji sensorycznej, coachem, animatorem, doradcą zawodowym, fizjoterapeutą, szoferem, mediatorem i tak dalej, i tak dalej. Tyle tego, że praktycznie nie sposób zrobić tego wystarczająco dobrze. 

Wmówiono nam, że odpowiedzialność za życiowe powodzenie dziecka leży w obstawieniu praktycznie każdego aspektu jego jestestwa przez rodziców właśnie. A świat w postaci bliskich i dalszych, instagramowych specjalistów od wszystkich, innych rodziców na rzeczonych grupach, pani z warzywniaka i pana z rybnego z ochotą słowem i spojrzeniem recenzuje każdy ruch na rodzicielskiej planszy. Nadto doświadczenie naszego pokolenia dość powszechnie zbudowało przekonanie, że drogą do rozwoju jest smaganie się po plecach ostrymi jak żyletki słowami.

Czyli, mamy takie kombo: bardzo wysokie oczekiwania, dużo krytyki z zewnątrz i z wewnątrz. Tak powstaje przepis na wypalenie rodzicielskie, na cierpienie zbierane przez lata i trawione jakże często w samotności. Bo jak powiedzieć, że rodzicielstwo męczy, że czasem nie lubi się tej roboty i tych małych ludzi, kiedy tak wiele wokół krzyczy donośnie, że bycie rodzicem to największe szczęście i że należy być szczęśliwym, nie narzekać? No przecież jeśli Ci się nie podoba to z pewnością robisz to źle. Ewentualnie mamy szansę dostać worek dobrych rad.

To, o czym chce pisać do Ciebie w tym roku to opowieść o tym, że nie jesteś sam_, że nie musisz karcić się za błędy, niepowodzenia, zmęczenie i niechęć. Że możesz być dla siebie czułym, życzliwym kopanem. Że możesz szukać wsparcia. Że rodzicielstwo to cholernie trudna droga, na której potrzebujemy dmuchać sobie samym i sobie nawzajem w skrzydła, czasem się zatrzymać, opłakać wiele pragnień i nie zgubić siebie.

Wierzę, że możemy być dla siebie tym, kim tak bardzo chcemy być dla naszych dzieci, życzliwymi towarzyszami podróży. I do takiej drogi zapraszam Cię w tym roku.

Z czułością,

Joanna

Zapisz się do newslettera

Zostaw swój adres e-mail i imię

Please wait...

<span style="color: #339966;">Thank you for sign up!</span>